![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Z
podróży. Gran Canaria, cz. VIII
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
I znowu - dzięki pogodzie, czyli korzystnym wiatrom - kolejny raz opłynąłem Gran Canarię dookoła. Wchodząc kolejny raz do poszczególnych portów, czuję się jak w domu. Lubię zarówno ciszę i spokój kameralnego Pasito Blanco, jak i ukwiecone, malownicze Puerto Mogan z piękną plażą, oraz urwiste i skaliste zachodnie brzegi wyspy z rybackim porcikiem Las Nieves. Płynąc wokół, w zasięgu wzroku cały czas mam najwyższy szczyt Pico de las Nieves (1949 m npm). Patrząc na niego przypominam sobie krajobrazy ukryte we wnętrzu wyspy. Serpentyny wąskich dróg, gdzie czasami mają trudność minąć się dwa małe osobowe autka; plantacje bananów, cytrusów i wysmukłe palmy; kwitnące drzewa migdałowe; "przyklejone" do stromych zboczy białe domki, samotne kapliczki i stare kamienne wiatraki. To wszystko staje przed oczyma kolejny raz, w trakcie naszej włóczęgi. Gran Canaria jest wyspą, którą najdokładniej poznaliśmy, zarówno od strony morza jak i lądu. Pamiętam jak oglądana przez nas w grudniu 2006 r. z morza, wydawała się pustą, spaloną słońcem ziemią niechcianą. Do tego nieprzewidywalne wiatry co do siły i kierunku powodowały, że nie darzyliśmy tej wyspy wielką sympatią. Dopiero wycieczki do wnętrza, a przede wszystkim ostatnia wyprawa, wprawiła nas w zachwyt i podziw nad pięknem ukazujących się krajobrazów. Niepohamowanie nachodzi nas myśl, że równie piękne i zaskakujące mogą być pozostałe wyspy archipelagu. Rodzi się więc pomysł, aby wrócić tu jeszcze raz, z planem dokładnego spenetrowania każdej z nich. Plon fotograficzny takiej eskapady mógłby przerosnąć najśmielsze oczekiwania. Uważamy, że nasze wiadomości mogą jednym przydać się do planowania swoich wypraw po archipelagu, a innym pozwolą nacieszyć oczy bez ruszania się z domu. Na próbę zabieramy Was do środka Gran Canarii. Piękne, słoneczne, styczniowe przedpołudnie. Wyjeżdżamy z Las Palmas autostradą GC 1 kierując się na południe. Po 5 km skręcamy na GC 100 kierując się na miasteczko Telde. Jest ono drugim, pod względem ilości mieszkańców, miastem wyspy. Droga wiedzie wprawdzie przez tereny przemysłowo-handlowe, ale jest to najkrótsza i najszybsza droga do wnętrza wyspy. Po minięciu Telde kierujemy się drogą GC 41 na zachód w kierunku Vega de San Mateo. Przejeżdżamy przez duże - jak na Gran Canarię - obszary rolnicze. Poletka usytuowane tarasowo ciągną się kilkaset metrów w górę zboczy. Widać na nich drzewa cytrusowe, uprawy pomidorów i innych warzyw. Równie częsty jest widok owocujących opuncji. Droga cały czas nieznacznie - prawie niezauważalnie - pnie się pod górę. Dopiero gdy odwrócimy się do tyłu, widzimy daleko w dole zabudowania Las Palmas i niebieskie wody oceanu. Wjeżdżając krętymi drogami pokonujemy kolejne metry nad poziomem morza. Na wysokości ok. 1000 m można powiedzieć, że jesteśmy już w górach. Temperatura, która nad oceanem wynosiła średnio 25 stopni, spada do 15. Wśród palm i owocujących opuncji pojawiają się iglaste drzewa przypominające nasze sosny. Mają bardzo długie, miękkie igły i olbrzymie szyszki. Poniżej widać tarasy pól uprawnych, do budowy których wykorzystuje się kamienie z zastygłej lawy wulkanicznej. Wraz z wysokością zieleń staje się coraz bujniejsza. Aż nie chce się wierzyć, że jeszcze pół godziny wstecz jechaliśmy brunatną, wyschniętą równiną. Pokonując kolejne serpentyny, oglądamy co chwilę przepiękne krajobrazy. Na początku wpadamy w amok. Na każdym zakręcie drogi chcemy robić zdjęcia. Dopiero gdy zdajemy sobie sprawę z tego, że nigdzie nie dojedziemy, jak dalej tak będziemy działać, postanawiamy wybierać obiekty, które uwieczniamy w kadrze. Przed nami wznoszą się strome zbocza bliskich już, wysokich gór. Coraz częściej wrzucam trzeci a nawet drugi bieg, pokonując zakręty pnącej się pod górę drogi. Za każdym pokonanym przez nas zakrętem ukazuje się coraz piękniejszy widok. Jesteśmy już w prawdziwych górach. Krawędź drogi wspinającej się po coraz bardziej stromych zboczach, kończy się kilkudziesięciometrową przepaścią. Dojeżdżając do San Mateo, skręcamy w lewo, na drogę GC 15, którą przejeżdżamy ok. 4 km i skręcamy na lokalną GC 600. Drogowskazy prowadzą nas na punkt widokowy przy najwyższym szczycie Gran Canarii - Pico de las Nieves. Wysokość powyżej 1900 metrów npm. Temperatura 6,5 stopnia Celsjusza. Niebo nad nami bez chmur - co nie zawsze się zdarza - i dzięki temu mamy piękny widok na okolicę. Zbocza, kręte drogi, doliny, białe domki wiosek i miasteczek, nieliczne malownicze zbiorniki wodne kojarzące się z naszą Soliną. Widoki zapierające dech w piersiach. Ocean niestety zakryty jest grubą warstwą chmur. Jednak ponad chmurami ukazuje się nam część Teneryfy - oddalonej od nas o prawie 100 kilometrów - ze swoim wysokim na 3718 m wulkanicznym stożkiem Pico del Teide. Wrażenie niesamowite. Irracjonalnie można by powiedzieć, że Gran Canaria to ziemia, a widoczna ponad chmurami Teneryfa, to niebo. Czujemy się nagrodzeni tym widokiem. Wracamy na GC 600 i dojeżdżamy do zbiornika wodnego zagrodzonego potężną tamą. Zatrzymujemy się tam i pieszo idziemy przez tamę w stronę okolicznych wzniesień, z których znowu mamy piękne widoki na okolicę. Wracając na naszą drogę kierujemy się na Tejedę. Jednak tuż przed miasteczkiem skręcamy na GC 606, która jest niewiele szersza od naszego samochodu. I tutaj dopiero poznajemy atrakcyjność otaczającej nas przyrody. W pewnym momencie dojeżdżamy do końca drogi. Dalej już tylko przepaść i góry wkoło. Po zrobieniu kilkudziesięciu zdjęć wycofujemy się na wstecznym biegu do miejsca gdzie udaje się nam zawrócić. Dwa razy "nasz" seat nie może podjechać pod strome wzniesienie. Dopiero za trzecim razem, na pierwszym biegu, pokonujemy "górkę". Po kilkuset metrach wjeżdżamy w inną dróżkę. I ta, tym razem, okazuje się przejezdna. W ten sposób objechaliśmy dookoła Roque de Bentaiga, wznoszącą się na 1404 metrów monumentalną górę, z której widać było odległy ocean i majaczący ponad chmurami Pico de Teida na Teneryfie. Posuwając się powoli serpentynami zjechaliśmy do drogi GC 210, którą dojechaliśmy do miasteczka Tejeda. Miasteczko położone w malowniczej dolinie, do którego zjeżdża się krętą drogą pośród skalnych ścian i głębokich wąwozów. Z tarasu widokowego widać zbocza pokryte kwitnącymi drzewami migdałowca. Warto zrobić sobie tutaj przerwę na kawę, czy nawet małą przekąskę i wtopić się w otaczającą rzeczywistość. Miejscowi ludzie spoglądają na nas z uśmiechem. Ich spokój udziela się również nam. Najchętniej zostalibyśmy tu, wśród zielonych wzgórz. Ale dzień powoli się kończy. Rozpoczynając naszą wycieczkę ok. 10.00 rano, w Tejedzie byliśmy ok. 18.00, biorąc pod uwagę, że po 19.00 zapada szybko zmrok i żadne zdjęcia nam już nie wyjdą, kierujemy się GC 15 przez San Mateo i Santa Brigidę do Las Palmas. Odcinek ten jest również atrakcyjny krajobrazowo. Wyjeżdżając z Santa Brygidy, widzimy już zapalające się w dole coraz liczniej światła stolicy Gran Canarii. Przed nami jeszcze kilkanaście kilometrów drogi powrotnej. Ale szeroka droga, przechodząca po chwili w autostradę, doprowadza nas w ciągu 30 minut do centrum. Kierując się cały czas na drogowskaz "PUERTO", dojeżdżamy do ronda tuż obok mariny jachtowej. To już koniec, naszej pełnej wrażeń, wycieczki. Spenetrowaliśmy ok. 1/5 obszaru wyspy. Pozostało więc 4/5, do których chętnie jeszcze wrócimy. CD... |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
© Andrzej Wojciechowski, tel. 696
110005
|
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||