


Operacja
Żagiel to impreza gromadząca co roku około stu jednostek żaglowych,
od największych żaglowców rejowych, takich jak Kruzensztern, po kilkunastometrowe
jachty. Wszystkie one spotykają się na zlocie by podkreślić, że żagle
wcale nie znikają z naszych mórz. Wręcz przeciwnie, jest ich coraz
więcej. Spotykają się by pokazać, jak pięknie może wyglądać port wypełniony
wielką ilością masztów i rei, nieskończoną ilością lin i olśniewającą
bielą żagli. Spotkania te to również - a może przede wszystkim - spotkania
załóg czyli ludzi, dla których żeglowanie stało się sposobem na życie.
Doświadczają oni tego, jak wspólne pływanie tworzy zwartą grupę, potrafiącą
wykorzystać siłę żywiołów - wiatru i wody, co czyni z nich ludzi twardych,
odpornych na stres, potrafiących znaleźć się w trudnych sytuacjach.
Po rywalizacji na morzu załogi spotykają się w portach jako przyjaciele,
wymieniając doświadczenia i uwagi o tym, co przeżyli. W zamian miasta,
które ich zapraszają, oferują uczestnikom poznanie swojego regionu,
organizując wycieczki w najciekawsze miejsca swoich wybrzeży, zapraszając
do zwiedzania muzeów, wystaw i atrakcji przyrodniczych. Stwarzają
możliwość bezpośrednich spotkań załóg organizując tzw. Crew Party,
gdzie zostało zawartych wiele dozgonnych znajomości, nierzadko zakończonych
dalszym wspólnym żeglowaniem. Takich możliwości nie ma żaden żaglowiec
ani jacht w pojedynkę. Dopiero uczestnictwo w zlotach umożliwia odkrycie
prawdziwych aspektów żeglowania w dużej grupie. Warto więc spróbować.
W tym roku było to również możliwe na pokładzie Karfiego.
Odwiedziliśmy Danię, Finlandię, Szwecję, a zlot zakończyliśmy w Szczecinie.
Żeglowaliśmy przez cieśniny duńskie, Wyspy Alandzkie, szkiery fińskie
i szwedzkie. Bogaty program dla załóg przygotowały miasta goszczące
armadę żaglowców - Arhus, Kotka, Sztokholm i Szczecin.
Karfi powrócił z regat szczęśliwie, pierwszy etap zakończył
na ósmej pozycji w swojej klasie C, drugi na siódmej. Zwyciężył ponownie
Dar Szczecina - gratulujemy!
Naszą załogę stanowili: kapitan Marek Lewenstein, załoganci: Małgosia
I, Jagoda, Agnieszka, Łukasz, Małgosia II, Dawid i Piotr.
.
RELACJE
Z REGAT
07.07.07
- Arhus
Wielki
festyn pod nazwą Tall Ships'
Races 2007 rozpoczęty. Karfi
jako jeden z pierwszych jachtów zameldował się w mieście rozpoczęcia
tegorocznej imprezy, Arhus. Okazało się, że jesteśmy najmniejszą jednostką
regat, co wzbudziło zainteresowanie lokalnych dzienników. Duży artykuł
o nas ukazał się 05 czerwca. W drodze na start załoga poznała prawie
wszystkie tajniki obsługi Karfiego. Nauczyła się płynnego wykonywania
zwrotów, zmiany żagli, refowania, a przy tym wszystkim utrzymania
niezbędnego porządku na pokładzie i we wnętrzu jachtu. Niestety na
samym początku trzeba było zweryfikować swoje pojęcie o żeglarskiej
uczciwości - kiedyś pojęcie nie do podważenia. Korekty czasowe, które
zostały wyliczone wg danych przesłanych do biura regat przez właścicieli
jachtów, były - mówiąc krótko - krzywdzące. Bo jak można mówić o sprawiedliwym
przeliczniku, gdy stara jotka jest wg tego przelicznika szybsza niż
jacht, który wygrywał w drużynowych mistrzostwach świata? Ale ja przyzwyczaiłem
się już do "uczciwości" naszej braci żeglarskiej, a swojej
załodze wytłumaczyłem, że ważniejszy jest udział w imprezie, nowe
znajomości, nowe miejsca, które zobaczą, niż walka z wiatrakami. Chociaż
sam postanowiłem nie brać udziału w imprezach, gdzie organizatorzy
nie potrafią przeprowadzić sprawiedliwej weryfikacji startujących
jachtów. Tak było w ubiegłym roku na regatach Unity Line, w których
postanowiłem nie brać już więcej udziału. Jak będzie w przypadku Tall
Ships' Races, zobaczymy po imprezie. Pogoda jak na razie nie rozpieszcza.
Duże ilości opadów, zmienne, słabe wiatry, a do tego znaczne odległości
do pokonania. Warunki te powodują, że nie jest to psychicznie łatwa
impreza. Aby móc oddać autentyczność atmosfery na regatach, postanowiłem,
że relacje z poszczególnych etapów będą redagowane przez załogę Karfiego.
Będziemy mogli więc śledzić przebyte mile oczyma tych, od których
pracy będzie zależał końcowy wynik. Jachty na mecie pierwszego etapu
są spodziewane od 15 lipca.
Andrzej
Wojciechowski

Z pokładu Karfiego
30.06.07
- wypłynięcie z Pogoni w Szczecinie
01.07.07 - Port Skanor (Szwecja)
03.07.07 - Gilleleje (Dania)
07.07.07 - Arhus
09.07.07 - Skanor
10.07.07 - start regat
14.07.07 - przekroczono linię mety
15.07.07 - Tallin (Estonia)
18.07.07 - Kotka
Przygotowania
do The Tall Ships' Races 2007 zakończone. Wyruszyliśmy 30.06.07
z przystani SJK Pogoń w Szczecinie. Załoga liczy 8 osób, w tym część
po raz pierwszy znajduje się na morzu. Jednak pierwsze dni poświęcone
nauce oraz manewrom bardzo usprawniły i ulepszyły nasze relacje. Od
samego początku pogoda dała się nam we znaki. Już na Zalewie Szczecińskim
czuliśmy się jak na morzu z powodu silnego wiatru, deszczu i sporych
fal. Choroby morskiej nie brakowało, jednakże z czasem wszyscy się
przyzwyczaili. Pierwszym portem, w którym postanowiliśmy się zatrzymać,
był Skanor w Szwecji. Spędziliśmy tam zaledwie jedną noc, aby jak
najszybciej znaleźć się w porcie docelowym - Arhus. Po drodze jednak
zatrzymaliśmy się w dość dużym porcie Gilleleje w Danii. Spotkaliśmy
tam polskie jachty (Sharki, Magnolia), również wybierające się na
regaty.
04.04.07 dobiliśmy do Arhus. Przywitano nas bardzo serdecznie. Na
wstępie objaśniono nam plan imprez odbywających się w mieście oraz
wskazano, co warto zobaczyć. Arhus to najprawdopodobniej najstarsze
duńskie miasto. Od VIII wieku zamieszkiwali tu Wikingowie, którzy
nadali mu początkową nazwę Aros - czyli "miasto na krańcach rzeki".
Dziś jest to miejsce pełne przepięknych, dobrze zachowanych zabytków
i muzeów. Po dniu odpoczynku zaczęły się programowe imprezy organizowane
przez miasto. Do portu napłynęło wiele jednostek od klasy A do D.
Atrakcji nie brakowało. Uczestniczyliśmy w zawodach sportowych, byliśmy
w wesołym miasteczku oraz załapaliśmy się na koncert Braiana Adamsa.
Zdecydowanie najlepszą imprezą było Crew Party, na którym przełamano
pierwsze lody i wszyscy uczestnicy regat zaczęli się lepiej poznawać.
Dzień później przez miasto przeszła parada, która miała na celu reprezentowanie
wszystkich załóg. Okazało się, że Karfi to najmniejszy jacht na regatach
(10,57m). W związku z tym zrobiono z nami wywiad do duńskiej gazety,
dołączono zdjęcia oraz wyrażono słowa podziwu co do życia na tak małej
powierzchni przez tak długi okres czasu. 08.07 postanowiliśmy odejść
od duńskiej kei, aby powoli udać się na linię startu. Po drodze stanęliśmy
ponownie w Skanor, aby nabrać sił przed startem. 10.07 o godzinie
10.00 byliśmy już na linii startu, znajdującej się 15 Mm na południe
od Falsterbo o położeniu 55,05 N 12,55 E. Długość linii miała 1,5
Mm. Start klasy C odbył się o godzinie 11.45. Ruszyliśmy baksztagiem
prawego halsu przy bardzo słabym wietrze oraz martwej fali. Żeglugę
rozpoczęliśmy wzdłuż brzegu szwedzkiego w stronę Gotlandii. Kolejne
waitpointy znajdowały się po południowej stronie Bornholmu, na południe
od wyspy Oeland, w północnej części Gotlandii i na północ od estońskiej
wyspy Hiumma. Meta znajdowała się na północny zachód od Tallina (59
34'5 N 24.10'E).W czasie 4-dobowego przelotu wiały dość silne, sprzyjające
dużym jednostkom, wiatry zachodnie. Większość trasy płynęliśmy "na
motyla". Co prawda w tym układzie ciężko utrzymać kurs, ale z
czasem każdy z nas opanował umiejętność sterowania. W trakcie żeglugi
towarzyszyły nam takie jednostki jak Andromeda, Ina oraz Magnolia.
14.07 o godz. 06.17 przekroczyliśmy linię mety. Około 200 m przed
nami zakończyły regaty żaglowce Lord Nelson oraz Europa. Po nas przypłynął
jacht Nasz Dom, a po 10 godzinach od naszego finiszu dopłynęła Andromeda,
która tak jak Karfi jest Taurusem. Wstępne wyniki wykazały, że jesteśmy
7 w naszej klasie, a w ogólnej klasyfikacji 35. Po wszystkim udaliśmy
się do estońskiego portu Pirata w Tallinie, który znajdował się 25
Mm od linii mety. Tam zastaliśmy wiele polskich jednostek i świętowaliśmy
z nimi pomyślne zakończenie I etapu. Następnego dnia przyszedł czas
na zwiedzanie. Tallin jest przepięknym olimpijskim miastem, pełnym
zabytków i pomników. 2 dni pobytu nie starczyły, by zwiedzić je dokładnie.
Ostatniej nocy postanowiliśmy zrobić wyścigi wózków sklepowych. Zebrały
się załogi większości polskich jachtów, wystawiając 2-osobowe drużyny.
Wystartowało 6 wózków - w I etapie zajęliśmy 2 miejsce. W finale wystartowały
3 najlepsze drużyny. Karfi zajął I miejsce (przynajmniej było sprawiedliwie
z powodu braku przeliczników). Jednak już 17.07 udaliśmy się w stronę
Kotki. Przelot trwał około 20 godzin. Przez całą drogę towarzyszył
nam Geaudamus. W ciągu dnia wiało 5-6 B, lecz wieczorem nastała flauta.
Ponieważ nam i załodze Gaudeamusa dopisywał humor, zaczęliśmy grać
w statki przez UKF (Gaudeamus wygrał). W pewnym momencie obie jednostki
były tak blisko, że mogliśmy swobodnie rozmawiać miedzy sobą. Kolejnym
plusem była możliwość robienia sobie wzajemnie zdjęć podczas żeglowania
na pełnym morzu. Nad ranem na wodzie dopadła nas odprawa graniczna.
Po odprawie Gaudeamus wziął nas na hol i na silniku dopłynęliśmy do
samej Kotki. W tej chwili stoimy burtą do Gaudeamusa oraz w pobliżu
wszystkich polskich jachtów.
W Kotce przewidziane jest kolejne Crew Party oraz wiele imprez organizowanych
zarówno przez miasto jak i przez pojedyncze jednostki. Planuje się
kolejne zawody sportowe, a już dziś załogi Karfiego i Gauedamusa wzięły
udział w wyścigach kajakowych zajmując 3 miejsce.
Pogoda dopisuje, jest upalnie, więc pływaliśmy dziś w basenie jachtowym
myjąc burty. Ogółem jest super, wiele dobrej zabawy, w miłym towarzystwie.
II
etap The Tall Ships' Races rozpoczął się w Kotce. Kotka-Sztokholm
był to etap nieregatowy, zaś Sztokholm-Szczecin był dalszym ciągiem
regat. Sam pobyt w Kotce był bardzo ciekawy. Doskonała organizacja,
chociaż niewielu mieszkańców wkraczało do portu (w porównaniu ze Szczecinem).
Naszej załodze szczególnie podobały się konkurencje sportowe m.in.
tak zwany rifting, czyli spływ rzeką w pontonie. Załogi poszczególnych
jednostek znały się już dość dobrze, więc często wspólnie chodziliśmy
na miasto, a wieczorami imprezowaliśmy. Część naszych załogantów dzięki
możliwości zamiany jednostki przeniosła się na przelot Kotka-Schtokholm.
Gosia z Dawidem na wojskowy żaglowiec Iskra, a ja i Jagoda na replikę
XVIII-wiecznej rosyjskiej fregaty Shtandart. Czas spędzony na żaglowcu
był dla mnie zupełną nowością, ale także wspaniałą przygodą. Codzienne
wspinaczki na reję, praca na żaglach, sterowanie jak i wachta nawigacyjna
były czymś niesamowitym. W przeciągu tygodnia zdążyłam poznać bardzo
sympatycznych członków załogi, oficerów jak i samego kapitana. Po
dobiciu do kei w Sztokholmie ja i Jagoda otrzymałyśmy certyfikaty
oraz drobne upominki. Gdy wróciłyśmy na Karfiego, okazało się że Dawid
i Gosia również byli zadowoleni ze swej przygody, jednak w zupełnie
inny sposób. W porównaniu z nami, mieli oni istne przeszkolenie wojskowe.
Codzienny rozruch, ciężka praca pokładowa, a także kambuz trwający
nawet do 12 godzin. Jednak byli szczęśliwi, że spędzili ten czas na
Iskrze, a to chyba najważniejsze.
Sztokholm okazał się pięknym, zadbanym miastem, bogatym w zabytki
i muzea. Ogólna atmosfera panująca w samym porcie była bardzo przyjemna.
Crue Party odbyło się w dyskotece, gdzie wszyscy doskonale się bawili.
Po czterech dniach pobytu przyszedł czas na regaty. Przelot odbył
się w dość ciężkich warunkach pogodowych, praktycznie przez cały czas
na granicy sztormu. Choroba morska kilku załogantom wróciła, jednak
każdy był już na tyle zahartowany, że bez utrudnień mógł pracować.
Dzięki silnym wiatrom od rufy szybko dotarliśmy do Świnoujścia. Regaty
zakończyliśmy ponownie na 7 miejscu w swojej klasie. Zatrzymując się
jedynie z powodu przeprawy granicznej, szybko ruszyliśmy do Szczecina.
Miasto przygotowało się doskonale, co wywołało ogólne zaskoczenie.
Na miejscu odbyły się koncerty, parada głównymi ulicami Szczecina,
a na końcu uroczyste ogłoszenie wyników i rozdanie nagród. W klasie
C pierwsze miejsce wywalczył Dar Szczecina na czele z kpt. Jerzym
Szwochem. W czasie uroczystości, jak i na całym "Tall Shipie"
panowała radosna atmosfera, jednak po wszystkim przyszedł smutny czas
na pożegnanie... Po ponad miesiącu spędzonym na morzu, trudno było
pogodzić się ze stałym powrotem na ląd, jak i pożegnaniem z załogami.
Niestety wszystko ma swój początek i koniec, tak więc po łzawym rozstaniu
każdy ruszył swoją drogą z bagażem pełnym nowych doświadczeń, a przede
wszystkim wspaniałymi wspomnieniami minionego rejsu...
Chciałam osobiście podziękować kpt. Andrzejowi Wojciechowskiemu za
możliwość uczestniczenia w regatach, a także za przelot do Arhus,
podczas którego dawał nam wskazówki, okazujące się podstawą do dalszego
przetrwania. Całej załodze za mile spędzone chwile, wzajemną pomoc,
a przede wszystkim współpracę, niezbędną nie tylko na morzu, ale także
w codziennym życiu na lądzie. Mam nadzieję, że nadarzy się jeszcze
okazja, aby znów wspólnie pokonać "parę" mil...
Małgosia
Lubecka