Tall Ships Races 2005
 

"... Z desek, którymi zabity jest świat,
można zbudować łódź i wypłynąć na wielki ocean..."


Tall Ship's Race, impreza żeglarska gromadząca corocznie około setki różnego rodzaju i wielkości żaglowców. Odbywająca się już od prawie 50 lat, ma za zadanie z jednej strony wypromować gospodarzy, czyli miasta morskie, a z drugiej dać okazję do spotkań i współzawodnictwa pomiędzy "ptakami oceanów", czyli jednostkami żaglowymi.
Od kilku lat moje miasto, Szczecin, uczestniczy w tej imprezie. Uczestniczy nie tylko jako bierny obserwator, lecz jako pełnoprawny partner takich miast jak Antwerpia, Amsterdam, Cherbourg, czy Newcastle, czyli organizatorów kolejnych spotkań Tall Ship's Race. Jako organizator zlotu żaglowców w 2007 roku, nie tylko patrzy na tę imprezę okiem biznesu, lecz aktywnie uczestniczy w regatach, wystawiając swoją jednostkę żaglową, piękny 18 metrowy slup o wiele mówiącej nazwie "Dar Szczecina".
Dzięki temu, będąc kapitanem tego jachtu, wystartowałem do wyścigu na trasie z Newcastle w Anglii do Fredrikstad w Norwegii. Trasa wyścigu, o długości w linii prostej 455 mil morskich, przebiegała po wodach Morza Północnego, które nie cieszy się dobrą sławą wśród żeglarzy.
Start nastąpił 28 lipca, dla naszej klasy - tzw. klasa jachtów bez spinakera - C, o godzinie 1545 czasu UTC. Warunki na morzu dość nieprzyjemne. Wiatr o sile pomiędzy 5 a 6 stopni w skali Beuforta, dość duża fala i wszędobylska wilgoć potęgowana przez ciągłe ulewy, mówiły mi, że zabawa nie będzie należała do przyjemnych. Start był wyznaczony tak, aby jednostki ruszyły ostro do wiatru. Nasz "Dar" z założonym fokiem i zarefowanym dwukrotnie grotem osiągał prędkości w granicach 8 węzłów. Prędkość zadawalająca, chociaż na tle naszych rywali w grupie - również wiekowych, ale jednak regatowych jachtów - była trochę za mała. Powoli, ale jednak stale dystans pomiędzy "regatowymi" maszynami a nami zwiększał się. Do wieczora udało się nam jednak wyprzedzić kilka jednostek zarówno wielkich żaglowców jak również kilku rywali z naszej klasy.
Regaty to nie tylko sterowanie i zwroty, czy też zmiana żagli przy zmianie siły wiatru. Regaty to również a może właśnie przede wszystkim taktyka. Jaką drogą popłynąć, aby mieć jak najlepszą pogodę, aby prądy pływowe nam pomagały a nie przeszkadzały, aby w końcu przebyta droga była tą najkrótszą, a więc skończoną najszybciej. W związku z tym razem z pierwszym oficerem analizowaliśmy prognozy pogody, których komunikaty odbieraliśmy zarówno na odbiorniku Navtex, jak również przez radio tranzystorowe, na którym odbieraliśmy pogody nadawane przez Niemców.
Prognozy mówiły o tym, że im dalej na północ tym większy możemy napotkać wiatr. Z jednej strony to cieszy, bo większy wiatr to większa prędkość. Jednak po przekroczeniu pewnej bariery silny czy wręcz sztormowy wiatr już nie pomaga, ale wręcz przeszkadza hamując jacht. Do tego dochodzi coraz uciążliwsze bujanie, mające niewątpliwie wpływ na początkujących żeglarzy. A właśnie takich w większości mieliśmy na pokładzie. Byli to młodzi ludzie z programu edukacji morskiej, finansowanej przez miasto Szczecin. Szybka analiza otrzymanych komunikatów pogodowych pozwoliła nam przyjąć swoją własną taktykę wyboru trasy. Postanowiliśmy tak płynąć, aby utrzymywać się na skraju obszaru o sile wiatru w granicach 6-7 w skali Beuforta i jednocześnie nie dać się zaskoczyć przez zapowiadany wiatr sztormowy o sile 8-9 stopni Beuforta.
Zdawaliśmy sobie sprawę, że są to tylko prognozy, które mogły okazać się błędne i zamiast płynąć szybko, - chociaż w nie zbyt komfortowych warunkach - mogliśmy dostać się w sztorm, który nie dosyć, że nie posuwałby nas do przodu, to jeszcze spychałby nas do tyłu, grożąc przy tym możliwością poważnych awarii. Braliśmy jednak udział w regatach, gdzie ryzyko jest wpisane. Bo albo nasza taktyka okaże się słuszna i wtedy mamy szanse na dobre miejsce, albo rację będą mieli pozostali a wtedy i tak przyjedziemy prawie na końcu.
Tak, więc droga przez Północne była ciągłym wyborem pomiędzy mniejszym "złem" a dobrym miejscem na mecie.
W nocy na zmianę z pierwszym oficerem jechaliśmy w strugach deszczu do rana, dodatkowo zmieniając ze trzy razy foka na kliwerka i odwrotnie, i jeszcze refowaliśmy i rozrefowywaliśmy grota. W pewnym momencie poczuliśmy się jak w amoku. To adrenalina powodowała, że nie czuliśmy zmęczenia. Tuż przed zmierzchem wyprzedziliśmy znajomy szczeciński jacht s/y "Śmiały", Mieliśmy na jego pokładzie kilku znajomych. Pokiwaliśmy im ręką i pozostawiliśmy za sobą. W konfrontacji z drugą jednostką zobaczyliśmy, że nasz Dar całkiem nieźle zachowuje się na coraz większej fali, nie tracąc na prędkości, a wręcz sprawiał wrażenie ze przyspiesza. Na pewno to zasługa nowych żagli, które otrzymaliśmy pod koniec ubiegłego sezonu od właściciela, czyli miasta Szczecin.
Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że "Śmiały" nie zgłosił o wyznaczonej porze swojej pozycji. Nie było to dziwne, czasami łączność drogą radiową jest utrudniona przez warunki atmosferyczne, na pewno zgłoszą się następnego dnia. Niestety następnego dnia również cisza. "Race Control" zaczął organizować akcje poszukiwania, na razie wśród uczetników regat - "kto widział jacht "Śmiały". Niestety żadna z załóg nie miała z nim kontaktu. Dla żeglarzy jest to bardzo niemiła sytuacja. Każdy zaczyna myśleć co się stało, co ze znajomymi, którzy byli na pokładzie. Jeżeli nie zgłoszą się do następnego dnia rozpoczną się poszukiwania, łącznie z użyciem śmigłowców ratowniczych. Mieliśmy cichą nadzieję, że jednak wszystko jest w porządku.
Pełni dobrych myśli kontynuowaliśmy "swój" wyścig. Chcieliśmy po prostu dobrze wypaść w swoich oczach. Nie chodziło tu o wynik, ale o fakt żebyśmy mogli sami sobie powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy aby wypaść jak najlepiej. Następne dni żeglugi, następne trudne decyzje. Czy zwrot zrobić teraz, czy może za godzinę? A czemu by nie za trzy godziny? Może wiatr się odwróci? Może warto poczekać? A jeśli się nie odwróci, to stracimy to, co już udało nam się wywalczyć. Posuwaliśmy się jednak do przodu, odkładając mile za milą na naniesionej na mapie przebytej drodze. Mijały godziny, dni i noce, a my ciągle prawie bez snu. Jeżeli mamy zająć dobre miejsce, to nie możemy - z pierwszym - pozwolić sobie na jakieś spanie. Po pól godziny, czasami godzinkę, tak aby zmieniać się przy sterze zanim straci się koncentrację. Szczególnie przy bardzo słabych wiatrach jest istotne aby wychylenia steru były jak najmniejsze i jak najbardziej łagodne. Każdy niepotrzebny ruch powoduje niepotrzebną zmianę kursu, a to powoduje wydłużanie się przebytej drogi, czyli stratę czasu, a tego nie chcemy.
Trzeciego dnia jesteśmy na tyle blisko brzegu norweskiego, że nasze "komórki" "łapią" zasięg. Pierwsze SMS-y, które czekały w skrzynkach wprowadzają nas w osłupienie, "jesteście pierwsi w klasie C".
Patrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem. My pierwsi? A co z "Tornadem", ze "Spanielem" i innymi "maszynami" regatowymi?
Kolejne SMS-y potwierdzające tę wiadomość uświadomiły nam, ze "jesteśmy pierwsi"!!!
O ile do tej pory po prostu staraliśmy się tylko poprawnie żeglować, to od tego momentu uświadomiliśmy sobie, że nasze ruch są śledzone przez tysiące internautów, na całym świecie, ciekawych czy jacht ze Szczecina dowiezie swoje zwycięstwo do mety.
Teraz dopiero poczuliśmy oddech odpowiedzialności, który w ogóle nie proszony przez nas, trzymał nas w wielkim napięciu. Czy będziemy wielkimi przegranymi? Czy też wytrzymamy rosnące napięcie i dalej będziemy w stanie się skoncentrować na swojej "robocie?.
Żeglując jednocześnie czekamy na komunikaty z trasy regat o kolejności pozycji poszczególnych jachtów.
Dalej jesteśmy pierwsi, za nami "Tornado" i "Spaniel".
Jeszcze większa niespodzianka jesteśmy czwartą jednostką wśród wszystkich startujących, łącznie z wielkimi żaglowcami.
Do tego wielkiego szczęścia dochodzi następna radosna wiadomość. Znalazł się "Śmiały", miał awarię silnika i radiostacji, dlatego nie mógł się zgłosić. Wprawdzie wycofał się z wyścigu, ale cały i ze zdrową załogą popłynął na Helgoland.

Nadszedł wreszcie moment zamknięcia mety.
Oczekiwanie - nerwowe - na ostateczną punktację.
Hurra! Jesteśmy pierwsi w swojej klasie i czwartą jednostką w klasyfikacji ogólnej.

Szczeciński jacht uzyskał doskonały wynik w prestiżowej imprezie, co spowodowało u nas jeszcze większy apetyt na udział w podobnych regatach, w których sukces jachtu promowałby jednocześnie nasze miasto - Szczecin.
Gdyby tak "dopieścić" Dar, wymienić parę rzeczy w takielunku i ożaglowaniu, może powalczylibyśmy w jeszcze bardziej znanych regatach? Myślę, że jest to możliwe. Tak samo, jak promowanie naszego miasta na żaglach i burtach naszego Daru. Do usłyszenia z tras następnych regat.

Cpt. s/y "Dar Szczecina" Andrzej Wojciechowski
Na pokładzie s/y "Dar Szczecina", 03.08.2005

© Andrzej Wojciechowski, tel. 696 110005
 
webmaster: Ewa Przytuła