"... Z desek, którymi zabity jest świat,
można zbudować łódź i wypłynąć na wielki ocean..."
Tall Ship's Race, impreza żeglarska gromadząca corocznie około setki
różnego rodzaju i wielkości żaglowców. Odbywająca się już od prawie
50 lat, ma za zadanie z jednej strony wypromować gospodarzy, czyli miasta
morskie, a z drugiej dać okazję do spotkań i współzawodnictwa pomiędzy
"ptakami oceanów", czyli jednostkami żaglowymi.
Od kilku lat moje miasto, Szczecin, uczestniczy w tej imprezie. Uczestniczy
nie tylko jako bierny obserwator, lecz jako pełnoprawny partner takich
miast jak Antwerpia, Amsterdam, Cherbourg, czy Newcastle, czyli organizatorów
kolejnych spotkań Tall Ship's Race. Jako organizator zlotu żaglowców
w 2007 roku, nie tylko patrzy na tę imprezę okiem biznesu, lecz aktywnie
uczestniczy w regatach, wystawiając swoją jednostkę żaglową, piękny
18 metrowy slup o wiele mówiącej nazwie "Dar Szczecina".
Dzięki temu, będąc kapitanem tego jachtu, wystartowałem do wyścigu na
trasie z Newcastle w Anglii do Fredrikstad w Norwegii. Trasa wyścigu,
o długości w linii prostej 455 mil morskich, przebiegała po wodach Morza
Północnego, które nie cieszy się dobrą sławą wśród żeglarzy.
Start nastąpił 28 lipca, dla naszej klasy - tzw. klasa jachtów bez spinakera
- C, o godzinie 1545 czasu UTC. Warunki na morzu dość nieprzyjemne.
Wiatr o sile pomiędzy 5 a 6 stopni w skali Beuforta, dość duża fala
i wszędobylska wilgoć potęgowana przez ciągłe ulewy, mówiły mi, że zabawa
nie będzie należała do przyjemnych. Start był wyznaczony tak, aby jednostki
ruszyły ostro do wiatru. Nasz "Dar" z założonym fokiem i zarefowanym
dwukrotnie grotem osiągał prędkości w granicach 8 węzłów. Prędkość zadawalająca,
chociaż na tle naszych rywali w grupie - również wiekowych, ale jednak
regatowych jachtów - była trochę za mała. Powoli, ale jednak stale dystans
pomiędzy "regatowymi" maszynami a nami zwiększał się. Do wieczora
udało się nam jednak wyprzedzić kilka jednostek zarówno wielkich żaglowców
jak również kilku rywali z naszej klasy.
Regaty to nie tylko sterowanie i zwroty, czy też zmiana żagli przy zmianie
siły wiatru. Regaty to również a może właśnie przede wszystkim taktyka.
Jaką drogą popłynąć, aby mieć jak najlepszą pogodę, aby prądy pływowe
nam pomagały a nie przeszkadzały, aby w końcu przebyta droga była tą
najkrótszą, a więc skończoną najszybciej. W związku z tym razem z pierwszym
oficerem analizowaliśmy prognozy pogody, których komunikaty odbieraliśmy
zarówno na odbiorniku Navtex, jak również przez radio tranzystorowe,
na którym odbieraliśmy pogody nadawane przez Niemców.
Prognozy mówiły o tym, że im dalej na północ tym większy możemy napotkać
wiatr. Z jednej strony to cieszy, bo większy wiatr to większa prędkość.
Jednak po przekroczeniu pewnej bariery silny czy wręcz sztormowy wiatr
już nie pomaga, ale wręcz przeszkadza hamując jacht. Do tego dochodzi
coraz uciążliwsze bujanie, mające niewątpliwie wpływ na początkujących
żeglarzy. A właśnie takich w większości mieliśmy na pokładzie. Byli
to młodzi ludzie z programu edukacji morskiej, finansowanej przez miasto
Szczecin. Szybka analiza otrzymanych komunikatów pogodowych pozwoliła
nam przyjąć swoją własną taktykę wyboru trasy. Postanowiliśmy tak płynąć,
aby utrzymywać się na skraju obszaru o sile wiatru w granicach 6-7 w
skali Beuforta i jednocześnie nie dać się zaskoczyć przez zapowiadany
wiatr sztormowy o sile 8-9 stopni Beuforta.
Zdawaliśmy sobie sprawę, że są to tylko prognozy, które mogły okazać
się błędne i zamiast płynąć szybko, - chociaż w nie zbyt komfortowych
warunkach - mogliśmy dostać się w sztorm, który nie dosyć, że nie posuwałby
nas do przodu, to jeszcze spychałby nas do tyłu, grożąc przy tym możliwością
poważnych awarii. Braliśmy jednak udział w regatach, gdzie ryzyko jest
wpisane. Bo albo nasza taktyka okaże się słuszna i wtedy mamy szanse
na dobre miejsce, albo rację będą mieli pozostali a wtedy i tak przyjedziemy
prawie na końcu.
Tak, więc droga przez Północne była ciągłym wyborem pomiędzy mniejszym
"złem" a dobrym miejscem na mecie.
W nocy na zmianę z pierwszym oficerem jechaliśmy w strugach deszczu
do rana, dodatkowo zmieniając ze trzy razy foka na kliwerka i odwrotnie,
i jeszcze refowaliśmy i rozrefowywaliśmy grota. W pewnym momencie poczuliśmy
się jak w amoku. To adrenalina powodowała, że nie czuliśmy zmęczenia.
Tuż przed zmierzchem wyprzedziliśmy znajomy szczeciński jacht s/y "Śmiały",
Mieliśmy na jego pokładzie kilku znajomych. Pokiwaliśmy im ręką i pozostawiliśmy
za sobą. W konfrontacji z drugą jednostką zobaczyliśmy, że nasz Dar
całkiem nieźle zachowuje się na coraz większej fali, nie tracąc na prędkości,
a wręcz sprawiał wrażenie ze przyspiesza. Na pewno to zasługa nowych
żagli, które otrzymaliśmy pod koniec ubiegłego sezonu od właściciela,
czyli miasta Szczecin.
Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że "Śmiały" nie zgłosił
o wyznaczonej porze swojej pozycji. Nie było to dziwne, czasami łączność
drogą radiową jest utrudniona przez warunki atmosferyczne, na pewno
zgłoszą się następnego dnia. Niestety następnego dnia również cisza.
"Race Control" zaczął organizować akcje poszukiwania, na razie
wśród uczetników regat - "kto widział jacht "Śmiały".
Niestety żadna z załóg nie miała z nim kontaktu. Dla żeglarzy jest to
bardzo niemiła sytuacja. Każdy zaczyna myśleć co się stało, co ze znajomymi,
którzy byli na pokładzie. Jeżeli nie zgłoszą się do następnego dnia
rozpoczną się poszukiwania, łącznie z użyciem śmigłowców ratowniczych.
Mieliśmy cichą nadzieję, że jednak wszystko jest w porządku.
Pełni dobrych myśli kontynuowaliśmy "swój" wyścig. Chcieliśmy
po prostu dobrze wypaść w swoich oczach. Nie chodziło tu o wynik, ale
o fakt żebyśmy mogli sami sobie powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko co
było w naszej mocy aby wypaść jak najlepiej. Następne dni żeglugi, następne
trudne decyzje. Czy zwrot zrobić teraz, czy może za godzinę? A czemu
by nie za trzy godziny? Może wiatr się odwróci? Może warto poczekać?
A jeśli się nie odwróci, to stracimy to, co już udało nam się wywalczyć.
Posuwaliśmy się jednak do przodu, odkładając mile za milą na naniesionej
na mapie przebytej drodze. Mijały godziny, dni i noce, a my ciągle prawie
bez snu. Jeżeli mamy zająć dobre miejsce, to nie możemy - z pierwszym
- pozwolić sobie na jakieś spanie. Po pól godziny, czasami godzinkę,
tak aby zmieniać się przy sterze zanim straci się koncentrację. Szczególnie
przy bardzo słabych wiatrach jest istotne aby wychylenia steru były
jak najmniejsze i jak najbardziej łagodne. Każdy niepotrzebny ruch powoduje
niepotrzebną zmianę kursu, a to powoduje wydłużanie się przebytej drogi,
czyli stratę czasu, a tego nie chcemy.
Trzeciego dnia jesteśmy na tyle blisko brzegu norweskiego, że nasze
"komórki" "łapią" zasięg. Pierwsze SMS-y, które
czekały w skrzynkach wprowadzają nas w osłupienie, "jesteście pierwsi
w klasie C".
Patrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem. My pierwsi? A co z "Tornadem",
ze "Spanielem" i innymi "maszynami" regatowymi?
Kolejne SMS-y potwierdzające tę wiadomość uświadomiły nam, ze "jesteśmy
pierwsi"!!!
O ile do tej pory po prostu staraliśmy się tylko poprawnie żeglować,
to od tego momentu uświadomiliśmy sobie, że nasze ruch są śledzone przez
tysiące internautów, na całym świecie, ciekawych czy jacht ze Szczecina
dowiezie swoje zwycięstwo do mety.
Teraz dopiero poczuliśmy oddech odpowiedzialności, który w ogóle nie
proszony przez nas, trzymał nas w wielkim napięciu. Czy będziemy wielkimi
przegranymi? Czy też wytrzymamy rosnące napięcie i dalej będziemy w
stanie się skoncentrować na swojej "robocie?.
Żeglując jednocześnie czekamy na komunikaty z trasy regat o kolejności
pozycji poszczególnych jachtów.
Dalej jesteśmy pierwsi, za nami "Tornado" i "Spaniel".
Jeszcze większa niespodzianka jesteśmy czwartą jednostką wśród wszystkich
startujących, łącznie z wielkimi żaglowcami.
Do tego wielkiego szczęścia dochodzi następna radosna wiadomość. Znalazł
się "Śmiały", miał awarię silnika i radiostacji, dlatego nie
mógł się zgłosić. Wprawdzie wycofał się z wyścigu, ale cały i ze zdrową
załogą popłynął na Helgoland.
Nadszedł
wreszcie moment zamknięcia mety.
Oczekiwanie - nerwowe - na ostateczną punktację.
Hurra! Jesteśmy pierwsi w swojej klasie i czwartą jednostką w klasyfikacji
ogólnej.
Szczeciński
jacht uzyskał doskonały wynik w prestiżowej imprezie, co spowodowało
u nas jeszcze większy apetyt na udział w podobnych regatach, w których
sukces jachtu promowałby jednocześnie nasze miasto - Szczecin.
Gdyby tak "dopieścić" Dar, wymienić parę rzeczy w takielunku
i ożaglowaniu, może powalczylibyśmy w jeszcze bardziej znanych regatach?
Myślę, że jest to możliwe. Tak samo, jak promowanie naszego miasta na
żaglach i burtach naszego Daru. Do usłyszenia z tras następnych regat.
Cpt.
s/y "Dar Szczecina" Andrzej Wojciechowski
Na
pokładzie s/y "Dar Szczecina", 03.08.2005
|
|