Spośród
wielu moich pomysłów żeglarskich od dawna chodziło mi po głowie zorganizowanie
regat. Chciałem jednak, aby były to regaty, które nie tylko będą rywalizacją
pomiędzy armatorami jachtów, ale również - a może przede wszystkim
- aby mobilizowały duży krąg ludzi i instytucji, mających wpływ na
oblicze mojego miasta i regionu. Chciałem zorganizować regaty Teamów
Sponsorskich. Mój pomysł został zaakceptowany przez zarząd klubu Pogoń
Szczecin S.A. i był to start do przygotowań pierwszych dwuosobowych
regat non-stop na trasie Świnoujście - Christianso - Świnoujście,
pod hasłem POGOŃ Z WIATREM.
I wreszcie, pomysł regat zrealizował się. Po kilkomiesięcznych przygotowaniach,
dokładnie o 1600 w czwartek 04.09.2008 r. Prezes Pogoni Szczecin SA,
Artur Kałużny, dał sygnał do startu I Dwuosobowych Regat "Pogoń
z Wiatrem". Start honorowy oglądać można było w Szczecinie u
stóp Wałów Chrobrego. Następnego dnia, w piątek o godzinie 0800 na
redzie portu Świnoujście odbył się start sportowy. Warunki pogodowe
na starcie w Świnoujściu zmusiły sędziego głównego - Romka Gryglewskiego,
w porozumieniu ze startującymi załogami - do przyjęcia wariantu trasy
rezerwowej. Przebiegała ona od startu na redzie portu Świnoujście,
w okolicach boi torowych 7 i 8, na boję rozprowadzającą ostro do wiatru
w kierunku południowym, a następnie w stronę boi podejściowej RONNE,
którą należało ominąć lewą burtą. Drugim znakiem zwrotnym była boja
podejściowa SASSNITZ omijana również lewą burtą i następnie ostatni
odcinek w stronę Świnoujścia, gdzie na przedłużeniu linii łączącej
główkę E portu i boi A, znajdowała się meta. Całość trasy liczyła
ok. 160 mil morskich. Nie była więc dużo krótsza od pierwotnie założonej,
ale dawała szansę na wykorzystanie zmieniających się wiatrów. Synoptycy
zapowiadali na noc z 05 - 06.09. wiatry SW, które nie pozwoliłyby
nam wrócić na oficjalne zakończenie 07.09., gdyż konieczność halsowania
w całej powrotnej drodze wydłużyłoby trasę regat o ok. 70 mil. Karfi
- poza mną - miał wsparcie w postaci najładniejszego załoganta Regat,
czyli Jagody.
Pierwszy bok trójkąta do Ronne to jazda głównie na "motyla".
Wymagało to dużej koncentracji i dobrego prowadzenia jachtu na fali.
Karfi, po średnio udanym starcie, na halsówce do boi rozprowadzającej
był już trzeci. A po ustawieniu żagli na "motyla" i dokładnym
sterowaniu powoli zaczął wysuwać się na prowadzenie. Po dwóch godzinach
takiej jazdy, będąc już wyraźnie z przodu, postanowiłem polepszyć
naszą pozycję przechodząc do baksztagu, tym bardziej że komunikaty
pogodowe mówiły o "odkrętce" wiatru na SE. Karfi na kursach
baksztagowych jest dużo szybszy, ale znów okazało się, że lepsze jest
wrogiem dobrego. Wiatr nie miał zamiaru zmieniać swojego kierunku,
a na dodatek zostawione za rufą jachty zbliżyły się znacznie do nas.
I tak po dwugodzinnej "zabawie" w poprawianie dobrego, wróciliśmy
do kursu pełnego, powoli odzyskując przewagę. Ta "zabawa"
jak okazało się na mecie, kosztowała nas utratę pierwszego miejsca
w czasie przeliczeniowym. Po wprowadzeniu danych czasu mety, pomimo
przyjechania o 2 godziny i 40 minut przed następnym po nas jachtem,
okazało się, że zabrakło nam 23 minut. Ale to przecież sport, tu liczą
się wszystkie błędy i równocześnie umiejętność ich wykorzystania,
co uczynili nasi koledzy. Na podejściu Do Ronne byliśmy kilka minut
po 2100. Dookoła ciemno i tylko światła stolicy Bornholmu mówiły,
że nie jesteśmy tu całkiem sami. Dosłownie 10 minut przed minięciem
boi wiatr zaczął wreszcie odchodzić na SE. Szybkie zdjęcie spinaker
bomu, zwrot przez rufę i pół wiatrem z szybkością pomiędzy 7 a 8 węzłów
ruszyliśmy na podejściową boję Sassnitz. Momentami wiatromierz pokazywał
28 węzłów, jak na największy komplet żagli Karfiego to trochę za dużo.
Zrzucamy grota, ale wiatr po 5 minutach słabnie, więc grot do góry.
Po chwili wiatr znów tężeje, tym razem czekamy, przecież to regaty.
Jagoda trzyma się dzielnie, zastępując mnie przy sterze, abym mógł
chociaż na chwilę przymknąć oko. Po sześciu godzinach widzimy boję
Sassnitz. Za nami ciemno, żadnych światełek, czyżby aż taka odległość
dzieliła nas od rywali? Odpowiedź przyszła po chwili. Dwie mile po
minięciu boi Sassnitz wiatr zamiera zupełnie. Naszych rywali musiało
to spotkać dużo wcześniej. My, będąc pierwszym jachtem w stawce, ciszę
przywitaliśmy jako ostatni. Przez trzy godziny walczyliśmy z martwą
falą z SE, wyłapując najmniejsze podmuchy wiatru. Cisza i martwa fala
same w sobie są bardzo denerwujące, a gdy jeszcze chodzi o wyścig
to nerwy zaczynają puszczać. Pozostała konieczność ciągłej koncentracji
i czekanie na wiatr. Pozostałe jachty też przecież mają ten sam problem.
W końcu wiatr wrócił. Na początku lekko zaczął dmuchać z S. Przechodzimy
z Jagodą na lewy hals płynąc w stronę wejścia na Greifswalder Bodden.
Liczyliśmy pod brzegiem na mniejszą falę, która przy słabym wietrze
skutecznie, co jakiś czas, wyhamowywała Karfiego oraz na dalsze przejście
wiatru na SW, co pozwoliłoby znowu płynąć pół wiatrem. Przewidywania
spełniły się. Zwrot przez sztag na prawy hals i powoli - pozostawiając
Lm Greifswalder Oie po prawej burcie - zaczynamy zmieniać nasz kurs
wraz ze zmieniającym kierunek wiatrem. W końcu możemy iść bezpośrednio
na metę. Jagodzie udaje się nawiązać łączność z pozostałymi uczestnikami
regat. Wiemy że jesteśmy pierwsi. Nie wiemy tylko czy nasza przewaga
wystarczy do zajęcia pierwszego miejsca w czasie skorygowanym przez
formułę. Jak już pisałem powyżej, nie wystarczyło. No cóż, przyjechanie
na czele całej stawki i zajęcie II miejsca również nas cieszyło.
W niedzielę w szczecińskiej restauracji "Ładoga" odbyło
się uroczyste zakończenie Regat. Na uroczystości obecni byli przedstawiciele
miasta Szczecin, sponsorów oraz załóg, które przez ostatnie dwa dni
ścigały się na wodach morza Bałtyckiego. Całą imprezę poprowadził
Jerzy Porębski.
Pierwszą częścią niedzielnej uroczystości była parada jachtów, które
brały udział w pierwszych regatach organizowanych przez Pogoń Szczecin
S.A. Sygnał do rozpoczęcia parady został dany z pokładu STS Fryderyk
Chopin, który zawitał do Szczecina przed czarterem do Kanady. Kilka
załóg zaprezentowało się bardzo efektownie. Na pokładzie Gaudamusa
oprócz szalików zobaczyć można było wszechobecnego Gryfusa maskotkę
klubu POGOŃ SZCZECIN S.A. Z jachtu Zryw, którego sponsorem była Wyższa
Szkoła Ekonomiczno-Techniczna w Szczecinie w niebo pofrunęły balony
i indeksy studenckie. Pozostałe jachty również próbowały zwrócić na
siebie uwagę, chociażby używając rogów mgłowych. Następnie wszyscy
przenieśli się do restauracji Ładoga - statku zakotwiczonego na Odrze
u stóp Wałów Chrobrego, gdzie nie zabrakło uśmiechów i wspomnień z
tej kilkudniowej morskiej wyprawy. Rozpoczęły się również poważne
rozmowy nad organizacją następnych Regat za rok.
Po oficjalnych wypowiedziach przyszedł czas na nagrodzenie załóg i
ich sponsorów.
A oto oficjalna klasyfikacja:
Puchar Prezesa Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego
dla najszybszego bezwzględnie jachtu, wręczył wiceprezes ZOZŻ Zbigniew
Jagniątkowski. Pierwszy na mecie zameldował się jacht Karfi z Andrzejem
Wojciechowskim i Jagodą Korek, puchar powędrował w ręce jego załogi.
Oficjalna klasyfikacja końcowa:
Miejsce I - s/y Mojito, reprezentujący firmę Rentier.dk, prowadzący
Jacek Horoszko,
załogant Maciej Korek
Miejsce II - s/y Karfi, reprezentujący Szczecińską Energetykę Cieplną,
prowadzący Andrzej
Wojciechowski, załogant Jagoda Korek
Miejsce III - s/y Zryw, reprezentujący Wyższą Szkołę Techniczno-Ekonomiczną
w Szczecinie,
prowadzący Wojciech Kaczor, załogant Jacek Atroszko
Miejsce IV - s/y Vertigo, reprezentujący Club Grand Cru, prowadzący
Piotr Czeronko,
załogant Michał Nowak
Miejsce V - s/y Gaudeamus, reprezentujący Pogoń Szczecin S.A., prowadzący
Rafał
Hołdakowski, załogant Tomasz Goliński
Miejsce VI - s/y Dar Natury, reprezentujący Piekarnię ASPROD, prowadzący
Aleksander
Sondej, załogant Zenon Siudy
Miejsce VII - s/y Katarina, reprezentujący HMI, prowadzący Kazimierz
Płachecki, załogant
Jerzy Wojnarowicz
Miejsce VIII - s/y Cuba Libre, reprezentujący BDB - Aromox, prowadzący
Wojciech Drewniak,
załogant Robert Jankowiak.