Nasza
wyprawa dobiegła końca dokładnie 19 czerwca 2007 roku, kiedy to Karfi
zacumował w środku nocy na jednej ze szczecińskich przystani. Jak
widać spóźniliśmy się do założeń powrotu o dwa tygodnie. Zmusiło to
nas do intensywnych prac przygotowawczych przed Tall Ships' Races,
gdyż zgodnie z planem 25 czerwca powinniśmy zamustrować załogę na
całość imprezy. Mieliśmy 6 dni, żeby Karfiego oczyścić, pomalować
i polakierować, naprawić żagle, przejrzeć silnik, zakupić dodatkowe
wyposażenie na regaty i zrobić zaopatrzenie na 7 tygodni. Oczywiście
"nasi" urzędnicy w kilku ważnych instytucjach morskich i
radiokomunikacyjnych mieli swoje wytyczne i terminy. A w ogóle to,
cytuję "...te jachty to jakaś plaga...", koniec cytatu.
Brnęliśmy więc od przeszkody do przeszkody. Jak nie urzędnik, to pogoda,
jak nie pogoda to pracownicy i "koledzy" z przystani. Gdy
się wydawało, że już wszystko jest ok, to mechanik oznajmił, że silnik
wymaga remontu kapitalnego. Kiedy wiec udało się nam wreszcie oddać
cumy, byłem szczęśliwy, choć naprawdę zmęczony. I dlatego zakończenie
wyprawy, które teraz próbuję przelać na papier będąc na wysokości
Kopenhagi, ukazuje się z takim poślizgiem.
... Praktycznie do Lizbony dotarliśmy o czasie, 13 maja, o czym już
pisałem. Odpoczęliśmy dobę i ruszyliśmy na północ. Wiatry niestety
z zachodnich odkręciły się właśnie na północne i do tego z godziny
na godzinę były coraz mocniejsze. Po pierwszej dobie halsowania przejechaliśmy
we właściwym kierunku zaledwie 30 mil. Zmoczeni i niewyspani zawinęliśmy
do Peniche. Po dobie odpoczynku historia się powtórzyła. Tym razem
po 1,5 doby odłożyliśmy we właściwym kierunku 40 mil. W Figueira da
Foz staliśmy 5 dni, czekając na poprawę pogody. Później przeskok do
Viana da Castilo, ostatniego portugalskiego portu. Wiedzieliśmy już,
że będziemy spóźnieni. Dlatego postanowiliśmy, że Ewa wróci do kraju
samolotem i zacznie załatwiać formalności przed Tall Shipem, a ja
spróbuję jak najszybciej dopłynąć do kraju. Po dwóch tygodniach od
wyjścia z Cascais i orania oceanu na północ, dotarliśmy do Zatoki
Biskajskiej. Tutaj wiatr odkręcił na zachodni i w ciągu 3 dni weszliśmy
do Kanału Angielskiego. Wiatr sprzyjał nam jak nigdy. Wykorzystując
prąd pływowy przemknęliśmy z prędkością 10 węzłów obok Guernsey i
już widzieliśmy siebie pod prysznicem w Cherbourgu, gdy nagle - ok.
5 mil przed główkami - wiatr zdechł a silnik odmówił posłuszeństwa.
Była 1000, dookoła mgła, która nie pozwalała zorientować się w położeniu
względem brzegu. GPS pokazywał, że płyniemy 6,5 węzła..., ale do tyłu.
Zanim udało się nam uruchomić silnik, byliśmy 20 mil od Cherbourga.
Po południu z pomocą prądu i silnika zaczęliśmy odrabiać utraconą
drogę. Dotarliśmy do mariny o 0100 w nocy, gdzie zostaliśmy "gorąco"
przywitani przez policję antynarkotykową i emigracyjną. Dokładne rewizje
osobiste oraz przekopany jacht to efekt godzinnej akcji. Miałem dosyć
i tylko fakt, że w Cherbourgu czekali na nas Ewa, Gajowy i Dymek,
którzy przy okazji też załapali się na obmacywanie, pozwolił mi popatrzeć
na to zdarzenie przez palce. Żabojadów nie lubię jednak jeszcze bardziej.
Od rana chłopaki zabrali się za dokładną reanimację silnika, a ja
za demontaż płetwy sterowej, w której znów urwały się dwie szpilki
od dolnego mocowania steru. Stwierdziliśmy, że spawanie nie jest najlepszym
rozwiązaniem. Postanowiliśmy więc przewiercić okucie, zastosowaliśmy
dwie zwykłe śruby 12 mm, co sprawdza się do dzisiaj. Po czterech dniach
silnik sprawny, jacht sklarowany. Dymek z Ewą wracają, a ja, Robi
i Gajowy ruszamy do Polski. Od samego początku nękają nas flauty.
W ten sposób większość trasy do Szczecina - ok. 80 % - przejechaliśmy
na silniku, który dopiero na wysokości Trzebieży nagle się odstawił.
Weszliśmy więc do Trzebieży, gdzie poczekaliśmy na zaprzyjaźnionego
Gaudeamusa, który zaholował nas do Szczecina, uf...
Wnioski subiektywne
Z Azorów nie należy wracać przez Portugalię. Najlepiej od razu kierować
się na Kanał Angielski. Droga prawie taka sama a wiatry zazwyczaj
korzystne. Maj - jako czas powrotu - nie jest wcale pogodny i wiosenny.
Ciągła huśtawka pogodowa od flauty do sztormu, deszcze, mgły, temperatury
w okolicach 16-18 stopni powodują, że chęć szybkiego powrotu na Bałtyk
jest skutecznie weryfikowana przez naturę. Według mnie pierwszym warunkiem
w miarę spokojnego powrotu jest jego przesunięcie o miesiąc, a drugim
mocna i sprawna maszyna. Prosty przelicznik niezbędnej mocy silnika
to wg mnie 3,5 KM na każdy metr długości kadłuba. Następnym elementem
spokojnego powrotu - a wręcz miłego żeglowania - jest wielość jachtu.
Karfi ze swoją 10 i pół metrową długością jest jednak trochę za mały
do wygodnej, długiej żeglugi. Również jego zabudowa będąca standardem
w latach siedemdziesiątych, odbiega znacznie od aktualnie obowiązujących
trendów. Automatycznie wykluwa się więc potrzeba budowy łódki większej,
najlepiej stalowej, o jak najprostszym olinowaniu i ożaglowaniu, z
wydzielonym miejscem mieszkalnym dla prowadzącego i załogi, oraz miejscem
gdzie można pozostawić mokre sztormiaki przed wejściem do mesy. Taki
jacht powoli powstaje w mojej głowie, i myślę, że niedługo zacznie
się materializować. Oczywiście jego wielkość i przeznaczenie zależy
od tego, czy będę jedynym inwestorem i armatorem, czy też znajdę do
tego pomysłu jakieś osoby. O szczegółach porozmawiam bezpośrednio
z zainteresowanymi. Karfi natomiast - jeżeli tylko pozostanie w naszych
rękach - będzie pływał tylko po Bałtyku. Na jego pokładzie będą mogli
się szkolić wszyscy chętni na prawdziwych
żeglarzy.
Jeżeli chodzi o statystykę, to wyprawa trwała 246 dni. Odwiedziliśmy
Niemcy, Holandię, Belgię, Wyspy Brytyjskie - Jersey i Alderney, Hiszpanię,
Portugalię, Maroko, Wyspy Kanaryjskie i Wyspy Azorskie. W tych krajach
cumowaliśmy w 68 portach. Pokonaliśmy 9827 mil morskich w czasie 2187
godzin. Poznaliśmy wielu przyjaźnie uśmiechniętych ludzi. Widzieliśmy
osobliwe i piękne miejsca, do których chętnie jeszcze raz wrócimy.
Zebraliśmy wiele materiałów fotograficznych oraz przelaliśmy na papier
opisy niezliczonej ilości miejsc. Mamy nadzieję, że powstanie z tego
wiele publikacji przybliżających te piękne zakątki naszego globu.
Zapraszamy wszystkich zainteresowanych włóczęgą po morzach do odwiedzania
pokładów naszych jachtów. Do zobaczenia.