Następną
wyspą, którą postanowiliśmy "zdobyć", była Graciosa.
Graciosa to po portugalsku (i po hiszpańsku - zajrzyj też na
kanaryjską Graciosę) "pełna
wdzięku", "powabna". Rzeczywistość pokazała prawdziwość
tej nazwy. Wyspa mała, o powierzchni 62 km2, długości 12,5 km i szerokości
8,5 km. Jej wymiary oraz niewielkie wzniesienia - najwyższe 400 m
- zachęcają do pieszych wędrówek. Jest to najlepszy sposób podróżowania
po niej. Gdy jednak się zmęczycie możecie podjechać autobusem, cena
biletu 1,05 euro za całą linię. Najlepszym miejscem do wylądowania
na wyspie jest Vila da Praia na wschodnim wybrzeżu. Żeglarze przybywający
z Terceiry byli prawdopodobnie pierwszymi, którzy wysiedli ze statku
na stały ląd wyspy. Nie można ustalić dokładnej daty tego wydarzenia,
ale było to prawdopodobnie około 1450 roku. Pierwszym osadnikiem był
niejaki Vasco Gil Sodre. Nasz Karfi po całodniowej żegludze z Horty,
o zmierzchu przeszedł pomiędzy przylądkiem Pta da Restinga a skalistą
wysepką Ilheu de Baixa. Szerokość przejścia to niecałe 100 metrów,
ale najmniejsze spotkane głębokości były w granicach kilkunastu metrów.
Przejście tą drogą wyraźnie skraca dystans do portu. Płynąc na północ
wzdłuż wschodniego wybrzeża wystarczy nie przekraczać izobaty 10 metrów.
Jesteśmy wówczas spokojni o podwodne skały i na tyle blisko brzegu,
żeby bez lornetki móc podziwiać skalne formy wybrzeża. Tak płynąc
wejdziemy w ramiona falochronu północnego, który osłania najlepsze
miejsce do rzucenia kotwicy - szer. 39°03,1'N i dł. 027°58,1'W. Po
lewej burcie zobaczymy nowy falochron, za którym mieści się duży basen.
Jest to zakończony pierwszy etap budowy nowej mariny. Wewnątrz stoją
już rybackie kutry, a i my znaleźliśmy schronienie. Nie ma wprawdzie
prądu i wody na kei, ale w ciągu dwóch lat ma powstać zaplecze socjalne
i dwa pływające pomosty dla jachtów. Na razie musiały nam wystarczyć
toalety przy plaży i życzliwość mieszkańców Vila da Praia.
W nocy należy się kierować na światło końcowe pirsu północnego na
pozycji szer. 39°03,15'N i dł. 027°o58'W o charakterystyce FL.G.3s
15m 9M. Jest to biała wieża z zielonym pasem. Dla płynących ze wschodu
światło to może być zasłonięte przez niewielką wysepkę Ilheu de Praia,
leżącą w odległości 0,5 M na wschód od portu. Wysepkę należy wówczas
minąć prawą burtą i wejść na równoleżnik 39°03,1'N, by ujrzeć poszukiwane
światło.
Możliwe, że w 2008 roku zabłyśnie światło na końcu nowego falochronu.
Na razie go brakuje, a sam falochron jest słabo widoczny. Dobrze jest
więc pomóc sobie szperaczem. Przechodząc przez kotwicowisko napotkamy
kilka małych, plastikowych pływaków, które służą jako boje mooringowe.
Głębokości do samego falochronu wynoszą od 3 do 7 m, wewnątrz basenu
około 2,5 m (jest to oczywiście głębokość zera mapy). Stojąc po wewnętrznej
stronie pirsu, zanotowałem najniższą głębokość 3,2 m. Poza posterunkiem
policji nie znajdziecie tam żadnego innego urzędu. Policjant, bardzo
miły, przyjdzie sam, poprosi o dokumenty jachtu i sporządzenie listy
załogi. Jest to formalność i raczej przyjacielska pogawędka. Możliwe,
że poprosi was o przyjście z dokumentami do siedziby GNR naprzeciwko
portu rybackiego. Podejrzewam, że będzie to z jego strony raczej odruch
ciekawości. Jachty pojawiają się tam rzadko. My byliśmy jedynym, więc
nic dziwnego, że wzbudziliśmy zainteresowanie. I znowu nie musieliśmy
płacić za postój.
Kolejnym miejscem, gdzie można zakotwiczyć, a na ląd dostać się pontonem,
są dwie zatoki przy stolicy wysepki - Santa Cruz. Obie całkowicie
nie nadają się do nocnego podejścia. Warunkiem spokojnego postoju
w nich są wiatry z kierunków od S do W. W innych okolicznościach lepiej
zostać w Vila da Praia i wybrać się do stolicy spacerkiem. Jeżeli
jednak pogoda jest sprzyjająca, to pierwsze kotwicowisko zaczyna się
na pozycji szer. 39°05,1'N i dł. 027°59,4'W. To Portohiko da Berra
na przedmieściach Santa Cruz.
Z tej pozycji, płynąc kursem 260° w linii nabieżnika dziennego (dwa
białe okręgi) wchodzimy do zatoki o piaszczystym dnie i głębokości
od 3 do 5 m. Znajduje się tu także kilka plastikowych bojek mooringowych.
Przy brzegu stoi budynek Yacht Clubu i kamienne molo, przy którym
można zacumować ponton. Do centrum miasta jakieś 500 m. Druga zatoka
wchodzi bezpośrednio do miasteczka. By dostać się tam, omijamy szerokim
łukiem kamieniste wybrzeże, najlepiej 0,5 M od brzegu, i wchodzimy
w obszar wyznaczony przez dwie linie namiarowe wychodzące ze szczytu
kei, do której cumują w sezonie miejscowe ferry. Pozycja wyjściowa
do wyznaczania tych namiarów to szer. 39°05,35'N i dł. 028°00,45'W,
następnie z tego punktu należy wykreślić dwie linie: 065° i 044°.
Obszar powstały pomiędzy nimi jest bezpiecznym obszarem podejścia
do kotwicowiska. W odległości 50 m od kamiennej kei możemy rzucić
kotwicę. Głębokości od 3 do 4 m. Santa Cruz posiada także światło
nawigacyjne o charakterystyce LFl.R.4s 13m 6M. Jest to czerwona latarnia
na 6-metrowym słupie. Światło to jednak zupełnie nie nadaje się do
nocnego podejścia. Nie jest to tylko moje zdanie, ale również oficjalnej
locji tych wód.
Santa Cruz to urocze miasteczko.
Jego panoramę z oceanem w tle podziwiać można ze wzgórza, na którym
stoi kościół. Przed samym szczytem jest jeszcze jedna niespodzianka
- małe koloseum, gdzie odbywały się walki byków. Obok stajnie i padok
dla koni. Młody pracownik obiektu przyjął nas życzliwie, wpuścił do
środka, pokazał wszystkie zakamarki. W końcu musieliśmy uciekać, bo
nie widać było końca jego gościnności. Obeszliśmy pieszo prawie pół
wyspy, a jeszcze czuliśmy niedosyt wrażeń.